WolneWyrazy.pl
Wpisy oznaczone tagiem właaadza
Najkrótsza ankieta polityczna na świecie
Marek w Pismo nosem dnia 24-10-2009
Króciusieńka, a miarodajna. W odpowiedzi na 10 prostych pytań dostajemy śliczny i wiele mówiący obrazek, w sam raz na avatar:
Na każde pytanie trzeba wybrać odpowiedź „A” (agree — zgadzam się), „M” (maybe — może, nie wiem, nie mam zdania) lub „D” (disagree — nie zgadzam się). Pytania są po angielsku, a brzmią tak:
Światopogląd
- Państwo nie powinno cenzurować wypowiedzi, prasy, mediów ani Internetu.
- Służba wojskowa powinna być ochotnicza. Skończyć z poborem.
- Nie powinny istnieć żadne prawa regulujące seks między świadomymi swoich czynów dorosłymi ludźmi.
- Należy znieść wszelkie prawa ograniczające posiadanie i używanie narkotyków.
- Nic takiego jak państwowe identyfikatory (dowody osobiste) nie powinno istnieć.
Ekonomia
- Państwo nie powinno udzielać pomocy finansowej korporacjom. Koniec z rządowymi subsydiami dla biznesu.
- Należy znieść wszelkie rządowe bariery dla wolnego handlu między krajami.
- Każdy powinien odpowiadać za swoją emeryturę. Sprywatyzować ubezpieczenia społeczne.
- Prywatne organizacje charytatywne powinny zastąpić państwową opiekę społeczną.
- Należy obciąć podatki i wydatki z budżetu państwa o co najmniej 50%.
Sprawdź, gdzie leży Twoja kropka!
Dlaczego tak podoba mi się ankieta amerykańskich libertarian? Bo jest uczciwa i rzetelna, a na stronie z pytaniami nie ma wolnorynkowej propagandy — ale nie to jest najważniejsze. Najważniejsze, to że taka prosta ankieta z Hameryki przerasta intelektualnie polską debatę polityczną o cztery głowy i 50 lat. Polska praktyka parlamentarno-medialna wygląda mniej-więcej tak:
komuchy <--------------------|---------------PO----->IV RP
Czyli mniej-więcej od lewej do prawej, z tym że strona lewa jest „historycznie naznaczona” i w swojej demokratycznie wyłonionej reprezentacji lewicowa najczęściej tylko z nazwy , a po stronie prawej jest tylko jeden ciasny punkt, w którym muszą się zmieścić wszyscy co do jednego genetyczni patrioci z akowsko-katolickim rodowodem, których rodzice nigdy nie uprawiali seksu, czyli tzw. Polacy. Na lewo od tego punktu są tylko aferały, ubecy, wściekłe feministki i polskojęzyczna prasa.
Ale to jednowymiarowe kontinuum, nawet gdyby funkcjonowało w Polsce bardziej racjonalnie i rzeczowo, jest tragicznie nieadekwatne jako wyraz politycznej samodefinicji. Umiejscowienie się na spektrum lewo-prawo mówi nam, która jest godzina, ale nie informuje, czy w dzień, czy w nocy. Równie ważna jest oś pionowa — od postaw autorytarnych do wolnościowych. Jaka jest rola państwa w życiu obywateli? Jak daleko może ingerować prawo w intymne, osobiste decyzje? Bo okazuje się, że jest możliwa zarówno „wolnościowa” prawica (amerykańscy libertarianie) — jak i autorytarna lewica (ponownie odsyłam do szokujących wyników badań światopoglądu śląskich działaczy SLD).
Odnoszę wrażenie, że ta pionowa oś — a raczej jej nieobecność w polskiej debacie politycznej — jest jakąś miarą powszechnego polskiego tabu (żeby nie powiedzieć zakłamania). O postawach wolnościowych właściwie się nie mówi; nowe ustawy i projekty ustaw konsekwentnie zmierzają ku państwu coraz bardziej autorytarnemu, a tymczasem każdy żyje po swojemu, prawda? (Do czasu.) Cakiem jak za komuny: co innego robisz w domu, a co innego mówisz publicznie — a najlepiej nie mówisz nic.
Kiedy obserwujemy jedną z najniższych w Europie frekwencji wyborczych i jeśli w sondażach coraz częściej słyszymy odpowiedź „żadna parta z powyższych”, to być może wyjaśnienie kryje się właśnie tu. Strefa „na górze po lewej stronie” wykresu nie ma i przez ostatnich 20 lat praktycznie nie miała żadnej reprezentacji w parlamencie. I nie będzie jej mieć, dopóki nie zaczniemy o tym głośno mówić. I dopóki nie zaczniemy domagać się bezkompromisowej wolności osobistych wyborów. Nikt jej nam nie da w prezencie.
Prawo i sprawiedliwość, całą dobę
Marek w Pismo nosem dnia 04-09-2006
Dzięki piętnastodniowej przygodzie Mariusza Maszkiewicza z białoruskim wymiarem prawa i sprawiedliwości wiemy dokładnie, jak dyktatura postępuje z manifestującą opozycją: zamyka na 15 dni za chuligaństwo. Jeszcze raz, powoli i systematycznie, żebyśmy to dobrze zapamiętali: za udział w pokojowej, ale niemiłej władzy manifestacji politycznej grozi kara aresztu z paragrafu o chuligaństwie.
Tak pod rządami dyktatora. Polska prasa i media, głęboko zaangażowane w akcję uwalniania polskiego więźnia sumienia, informowały w każdym serwisie o sposobie, w jaki Łukaszenka rozprawia się z białoruską opozycją. Co najmniej jeden publicysta zdążył zapytać, kiedy do Mińska pojedzie Grom z zadaniem odbicia uwięzionego, a sam Łagodny i Dobry Pan Premier przed gmachem MSZ umajony bukietami mikrofonów domagał się uwolnienia byłego ambasadora. (Poniekąd na próżno: minister właściwy Meller nie mógł go usłyszeć, bo akurat gościł w zaprzyjaźnionej ChRL).
Tymczasem władze IV RP przygotowały właśnie projekt ustawy o tak zwanych sądach 24-godzinnych, które w odpowiedzi na zapotrzebowanie społeczne będą prosto i skrótowo rozprawiać się z rodzimymi chuliganami. Chuligana, jak chce projekt, będzie można zapuszkować na czas od kilkunastu dni do pięciu lat. Bez apelacji. I słusznie.
No dobrze, ale kto to właściwie jest ten chuligan? Projekt ustawy definiuje:
Występkiem o charakterze chuligańskim jest występek polegający na umyślnym zamachu na zdrowie, na wolność, na cześć lub nietykalność cielesną, na bezpieczeństwo powszechne, na działalność instytucji państwowych lub samorządu terytorialnego, na porządek publiczny albo na umyślnym niszczeniu, uszkodzeniu lub czynieniu niezdatnym do użycia mienia, jeżeli sprawca działa publicznie i bez powodu albo z oczywiście błahego powodu, okazując przez to rażące lekceważenie porządku prawnego.
Jeszcze raz, powoli i systematycznie, z kilkoma skrótami, żeby pominąć proste przypadki tłuczenia sklepowych wystaw butelkami po jabolu:
Występkiem o charakterze chuligańskim jest występek polegający na umyślnym zamachu (…) na bezpieczeństwo powszechne, na działalność instytucji państwowych lub samorządu terytorialnego, (…) na porządek publiczny.
I tu zwracam się z ogromną prośbą do dziennikarzy i publicystów, szczególnie tych, którym leżał na sercu los skazanego za chuligaństwo pana Maszkiewicza. Czy cały sztab Gazety Wyborczej, pani Paradowska, panowie Najsztub i Żakowski, pani Olejnik, pan Lis, a może nawet Flip i Flap polskiego dziennikarstwa, panowie Sekielski i Morozowski zechcieliby zadać władzom IV RP, a szczególnie ministrowi Ziobro, wiceministrowi Kryże i Pogodnemu acz Stanowczemu Panu Premierowi następujące pytanie:
Czy ustawa o sądach 24-godzinnych będzie, czy nie będzie stosowana wobec uczestników pokojowych manifestacji organizowanych w Polsce, również takich manifestacji, które odbędą się bez przyzwolenia władz miasta? Czy za udział w antywojennej pikiecie przed siedzibą „instytucji państwowej lub samorządu terytorialnego” będę mógł zostać zapuszkowany na 15 dni? A na jaki wyrok zasłużę sobie uczestnictwem w tegorocznej, ewentualnie przyszłorocznej Paradzie Równości, szczególnie jeśli p.o. prezydenta Warszawy ponownie nie wyrazi zgody na jej zorganizowanie?
Jak lubi mawiać Tomasz Lis: pytam poważnie, bo nie znam odpowiedzi.
Zaproponowana w projekcie ustawy definicja chuligaństwa pasuje jak ulał do Parady Równości. Zagrożenie „bezpieczeństwa powszechnego” jest jakby oczywiste, bo właśnie względami bezpieczeństwa kierował się (między innymi) były prezydent Warszawy Lech Kaczyński, odmawiając zgody na zeszłoroczną paradę. O „porządku publicznym” także nie może być mowy, kiedy na ulicę wychodzą uśmiechnięci, podejrzanie radośni ludzie, a wśród nich geje, lesbijki i żydokomunomurzynolewacy. Ktoś może dostać w głowę sloganem!
Definicja chuligaństwa zawiera jeszcze klauzulę przyczyny: z występkiem chuligańskim mamy do czynienia, jeśli _„sprawca działa (…) bez powodu albo z oczywiście błahego powodu”_. Były prezydent Warszawy Lech Kaczyński w oczywisty sposób uznał Paradę Równości za wydarzenie błahe, którego nie chroni konstytucyjne prawo do zgromadzeń, tak jak nie chroni trzech panów i butelki po jabolu, z którą nie ma co zrobić.
W tym tonie utrzymywały się praktycznie wszystkie „rzeczowe” głosy przeciwko paradzie (w odróżnieniu od głosów moralizatorskich): nikt w Polsce nie jest prześladowany, geje nie są dyskryminowani, więc nie mają przeciwko czemu protestować, a stąd wniosek, że parada została zorganizowana z „błahego” powodu. Bo skoro w kraju panuje tolerancja, a każdy ma prawo głosić swoje poglądy i uczestniczyć w życiu publicznym, osoby protestujące przeciwko dyskryminacji czynią to bez umocowania przyczynowego, albowiem dyskryminowane nie są. Proste jak pałka.
Dlatego ponawiam pytanie, na które nie znam odpowiedzi, i będę niezwykle wdzięczny, jeśli polskojęzyczne i spiskujące media spróbują tę odpowiedź uzyskać: czy na mocy przyszłej ustawy o sądach 24-godzinnych za występek o charakterze chuligańskim będzie uznawane uczestnictwo w jakiejkolwiek pokojowej manifestacji, a szczególnie takiej, która godzi w poczucie moralności i dobrego smaku byłego prezydenta Warszawy?
A jeśli tak, to czy Popularny i Skuteczny Pan Premier stanie pod gmachem MSW i w girlandach mikrofonów będzie się domagał mojego uwolnienia przed upływem 15 dni?


