Wpisy oznaczone tagiem gwiazdowski

Jak Korpożwirek i Euromorek prawo stanowili. Polemika z Robertem Gwiazdowskim

(Rzecz dotyczy tzw. „pakietu telekomunikacyjnego”, miłościwie uchwalonego 24 października przez Parlament Europejski, a w szczególności usunięcia w ostatniej chwili poprawki nr 138. Przyjęte zapisy pozwalają pozbawiać obywateli UE dostępu do Internetu bez wyroku sądu, na wniosek korporacji, właścicieli praw autorskich. Problem jest poważny. Po pierwsze dlatego, że pod naciskiem lobbystów parlament uchwalił prawo, którego będzie można bez trudu używać do cenzurowania wypowiedzi w Internecie, bo cóż łatwiejszego niż oskarżyć kogoś o naruszenie „własności intelektualnej”, szczególnie jeśli zarzutu nie trzeba dowodzić przed sądem. Po drugie dlatego, że przypadek ilustruje sposób stanowienia prawa w Unii Europejskiej i we wszystkich tzw. „demokratycznych” krajach, gdzie wybierani przez społeczeństwo posłowie, teoretycznie zobowiązani reprezentować interesy obywateli, w praktyce pieczętują żądania właścicieli prywatnych odrzutowców.

Panu Robertowi Gwiazdowskiemu udało się zganić nowe prawo telekomunikacyjne bez wzmianki o tym, jak powstało ani czyim interesom jest podporządkowane. Taka nabyta, intelektualna ślepa plamka.)

Powiadają, że największy ślepiec to ten, kto nie chce widzieć. Dzisiejszy wpis na blogu Roberta Gwiazdowskiego jest tego dobitnym przykładem.

Jest tu mowa o niemądrych parlamentarzystach z Brukseli (słusznie), nierozgarniętych dziennikarzach (ditto) i bezwolnych wyborcach, którzy są sami sobie winni, bo zagłosowali w eurowyborach. (Pan Gwiazdowski nie pierwszy raz przedkłada wyborczy defetyzm nad zorganizowaną akcję obywateli; jeszcze przed wiosennymi wyborami raczył odwodzić swoich czytelników od głosowania).

A czego nie ma? Nie ma tego, czego pan Gwiazdowski nie chce widzieć, a o czym jego wierni czytelnicy wolą nie wiedzieć. Po pierwsze tego, że „dyrektywa telekomunikacyjna” nie powstała w europarlamencie, bo ten nie ma inicjatywy ustawodawczej (i to dopiero jest ustrojowa granda, wołająca o pomstę do nieba). Dyrektywa jest tworem Komisji Europejskiej, której eszelony nie pochodzą z wyboru, a z niejasnych nominacji, osobistych układów i rozmaitych politycznych huśtawek, karuzel, gier i zabaw.

Według szacunków (bo w Brukseli, jak w Polsce, rejestrują się jako lobbyści tylko żółtodzioby i frajerzy), po siedzibie Komisji Europejskiej pałęta się ok. 15 000 lobbystów. W czyim interesie działają lobbyści, kto ich opłaca? Internauci? A może lewacy?

Panie Robercie, dla kogo pracują lobbyści, którzy w praktyce napisali nam prawo telekomunikacyjne?

Oto po raz kolejny zadziałała „niewidzialna ręka rynku” w sposób najbardziej dla siebie charakterystyczny, czyli pod stołem.

Czy właściciele Disneya to lewacy? Vivendi, Sony, Viacom — socjaliści? Rupert Murdoch jest pewnie komuchem? AOL/Time Warner, General Electric — eurokołchoz? A mnie się zdawało, że to są bohaterowie Pańskiej bajki, Panie Robercie.

Dlaczego nie napisze Pan po prostu i zgodnie z prawdą, że oto po raz kolejny zadziałała „niewidzialna ręka rynku” w sposób najbardziej dla siebie charakterystyczny, czyli pod stołem?

Z jednej strony nieograniczone pieniądze korporacji, uporczywy lobbing i nieprzeniknione negocjacje wewnątrz czarnej skrzynki, jaką jest Komisja Europejska — a z drugiej strony obywatele uzbrojeni… w co właściwie, w Magna Cartę? Pakiet telekomunikacyjny od początku do końca był tworzony przez korporacje i dla korporacji, a parlament przegłosował, co miał przegłosować.

Z czego pan Gwiazdowski wnioskuje, że najlepiej nie chodzić na wybory, a wszystkiemu są znów winni — a jakże — lewacy.

(O pakiecie telekomunikacyjnym można poczytać w serwisie Vagla.pl)

, , ,

Brak komentarzy