02. Koronacja

Pani Joannie Kazik

Sur le pont d’Avignon
walczą panowie niewidzialni.
Wróciłem i przerzucam nad poręczą
papierowy talerz.

Liście wyłażą z gałęzi jak balony.
Pod słupem rozwiana Cyganka prze-
szczepia mi dłoń. Niebo rośnie,
grafitowe jak zegarek bez cyfr.

U Joasi mam drugi różowy minus
z których mój nowicjat zbuduje sobie
klatkę. Dzieci znów noszą torby
i sweterki pełne długich soczewek.

Biskup Donald z guzem jak malinowa pluskwa
wrócił chyłkiem na swój niezagojony obraz:
- Jakże to, krzywi się czubata głowa, prześcieradła
zamiast ikon? Czaszka z opłatka? – Głupiaś,

rzekłem, bo domokrążcy pukali już do drzwi.
Zdziwienie rozpełzło się jak zimne mleko
na schodach. Tym razem królewna nie była
z marcepanu, n’est-ce pas?

Policjanci po kryjomu zamalowują nazwy ulic.
Lewy nadgarstek przygląda mi się gdy klękam
na kamiennej płycie wynalezionej przez Inków.
- Pinokio na zastępcę tronu! – zrzędzi Biskup.

Na głowie sterczą mi włosy wyrzeźbione przez wiatr.
Przecież to niemożliwe, kochany pamiętniku. Ale

ziemia, rozumiem, jeszcze się kręci? I tramwaje
wciąż jeżdżą po ulicach, czerwone?