Archiwum kategorii Tłumaczenie z Ameryki

Jeszcze jeden cytat z Chomsky’ego

Noam Chomsky w programie BBC „Hard Talk” w 2002 roku:

Gdyby widzieli to jacyś Marsjanie, padliby ze śmiechu. Stany Zjednoczone domagają się, aby Iran zaprzestał agresywnego militaryzmu? Okupujemy dwa kraje za irańską granicą, wydatki Stanów Zjednoczonych na zbrojenia przekraczają łączny budżet wojskowy reszty świata, grozimy Iranowi atakiem, naruszamy postanowienia Karty Narodów Zjednoczonych i tak dalej. Iran nikogo nie zaatakował chyba od stuleci — poza dwiema arabskimi wysepkami, które podbił Szach, popierany przez Stany Zjednoczone.

Więcej tutaj (po angielsku)

, ,

Brak komentarzy

Glenn Greenwald o prawdzie relatywnej

Noam Chomsky pisał w książce Manufacturing Consent, że ludzie, którzy padają ofiarą prześladowań, dzielą się na wartych i niewartych naszej uwagi („worthy” i „unworthy victims”).

Glenn Greenwald idzie tym samym tropem, analizując medialny wizerunek fajnych i niefajnych przywódców pastw. Jego „słowniczek pojęć” można by kontynuować do upadłego. W polskiej prasie sytuacja jest oczywiście identyczna — ale co się dziwić, skoro i BBC stosuje różne miary do tych samych czynów. (John Pilger demistyfikuje rzekomy obiektywizm BBC tutaj, tutaj i w wielu innych tekstach).

Zapraszam do lektury. Będzie śmiesznie i strasznie.

Słowniczek pojęć polityki zagranicznej

Glenn Greenwald

28 września 2009

Kiedy debatujemy nad czyhającymi zewsząd zagrożeniami, roztrząsamy fascynujące perspektywy nowych wojen — takie jak eskalacja działań w Afganistanie albo „kryzys kubański” na miarę naszego pokolenia — lub kiedy zastanawiamy się, co począć z perskim Hitlerem i socjalistyczną zarazą w Wenezueli, w natłoku zdarzeń coraz trudniej się połapać. Sytuację pogarszają wszystkie te zawiłe, specjalistyczne pojęcia, bez których nie da się rozważać polityki zagranicznej w prasie. Dlatego warto wynotować co ważniejsze terminy — choćby tylko napotkane w ubiegłym tygodniu — by z tym większą jasnością umysłu debatować nad powinnościami naszego imperium:

__________

Złowieszczy uczynek współczesnego Hitlera — dzisiejszy New York Times:

Jak donoszą agencje, Iran przeprowadził w poniedziałek test pocisków rakietowych dalekiego zasięgu, których może użyć do ataku na Izrael i bazy amerykańskie w Zatoce Perskiej. Akt ten miał najprawdopodobniej stać się pokazem siły.

Pokojowe zabiegi demokratycznego państwa — Telegraph, 18 stycznia 2008:

Izrael przeprowadził udany test pocisków balistycznych dalekiego zasięgu, zdolnych do przenoszenia głowic nuklearnych. Operacja miała na celu pokaz siły wobec Iranu.

Washington Post, 2 maja 2000:

W zeszłym miesiącu wystrzelony z terytorium Izraela pocisk balistyczny krótkiego zasięgu wpadł do Morza Śródziemnego w pobliżu niszczyciela klasy Aegis należącego do marynarki USA. Wskutek tego incydentu amerykańska załoga sądziła przez krótką chwilę, że okręt został zaatakowany, jak podał wczoraj Departament Obrony USA.

Pocisk Jericho 1, przystosowany do przenoszenia głowic jądrowych albo 450 kg substancji chemicznych lub wybuchowych, został wystrzelony 6 kwietnia z rakietowego poligonu doświadczalnego w Yavne w Izraelu i wpadł do morza nieco ponad 60 kilometrów od USS Anzio, dodano w oświadczeniu. (…) Jak oświadczył urzędnik Departamentu Obrony (…), ponieważ nie jest to pierwszy przypadek wystrzelenia pocisku „bez uprzedzenia” przez Izrael, Pentagon przypuszcza, że Tel Awiw chce uniemożliwić Stanom Zjednoczonym obserwowanie takich testów i pozyskanie informacji o działaniu pocisku Jericho.

__________

Kraj, który szykuje się do wojny — USA Today w zeszłym tygodniu:

Prezydent Obama oznajmił dzisiaj, że w Iranie od kilku lat trwa budowa tajnego ośrodka wzbogacania uranu, i ostrzegł, że Teheran „zostanie pociągnięty do odpowiedzialności”, jeśli jak najszybciej nie udostępni obiektu międzynarodowym inspektorom i nie przekona ich, że jego intencje są pokojowe. (…)

Irański przywódca oświadczył, że Iran już wcześniej poinformował Międzynarodową Agencję ds. Energii Atomowej o prowadzonych pracach. (…) Odpowiadając na pytania dziennikarzy stwierdził, że Iran nie ma nic przeciwko wizycie inspektorów agencji w nowym ośrodku.

Pokojowo nastawione państwo prawa — Foreign Policy w zeszłym tygodniu:

W piątek delegaci do zgromadzenia Narodów Zjednoczonych przegłosowali wniosek o wystosowanie do Izraela ponaglenia w sprawie przystąpienia do traktatu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej oraz umożliwienia inspektorom ONZ dostępu do wszystkich obiektów nuklearnych w tym kraju.(…)

Wynik głosowania jest znaczący, ponieważ przedstawiciel Izraela oświadczył już, że jego rząd „w najmniejszym stopniu nie zamierza poddać się tej rezolucji” oraz że „zmierza ona wyłącznie do zaognienia wzajemnych relacji i zaostrzenia linii podziału w regionie Bliskiego Wschodu”.

Fakt, że kolejny kraj odmawia respektowania orzeczeń Międzynarodowej Agencji ds. Energii Atomowej, nie przysporzy jej zapewne wiarygodności.

__________

Brutalny dyktator depcze demokrację — Washington Post, 16 lutego 2009:

Prezydent Wenezueli Hugo Chávez wygrał niedzielne referendum, które zadecydowało o zniesieniu ograniczenia liczby kadencji. Pozwoli mu to na długie lata zachować stanowisko i dopełnić socjalistycznej transformacji tego bogatego w ropę kraju.

Bezczelny lewak odbiera wolność obywatelom — National Review, czerwiec 2009:

Ale nie dajmy się zwieść pozorom. Hondurascy żołnierze, którzy w niedzielę wyprowadzili z domu prezydenta Manuela Zelayę, działali w obronie demokratycznej ojczyzny . (…)Zelaya dążył do przedłużenia kadencji lub całkowitego zniesienia kadencyjności swojego urzędu, co postawiło go w jednym rzędzie z dyktatorem Wenezueli, Hugo Chávezem, i innymi populistami Ameryki Łacińskiej.

Niezłomny reformator oddany sprawie demokracji — Christian Science Monitor, 2 września 2009:

Parlament Kolumbii przegłosował we wtorek ustawę referendalną, która pozwoli obywatelom zadecydować, czy konserwatywny prezydent Álvaro Uribe — ważny sojusznik Stanów Zjednoczonych w regionie zdominowanym przez lewicowych przywódców — będzie mógł ubiegać się o trzecią kadencję prezydentury. (…)

Wynik głosowania, które nie obyło się bez oskarżeń o nieprawidłowości, rozdrażnił jednak nie tylko krytyków, ale nawet dotychczasowych zwolenników Uribe. Obawiają się oni, że ewentualna trzecia kadencja Uribe stanowiłaby nie mniejsze zagrożenie dla kolumbijskiej demokracji co poczynania wielu innych, lewicowych przywódców w ostatnich latach.

Czysta żywa demokracja — Bloomberg w zeszłym roku:

Burmistrz Nowego Jorku Michael Bloomberg oznajmił, że w przyszłym roku chce ubiegać się o reelekcję. W tym celu będzie starał się nakłonić radę miasta do zmiany ustanowionego 15 lat temu prawa, które nie zezwala urzędnikom pochodzącym z wyboru na piastowanie urzędu przez więcej niż dwie kadencje. Bloomberg argumentuje, że kryzys na Wall Street niesie poważne zagrożenie dla budżetu miasta. (…)

Bloomberg — miliarder, założyciel i główny udziałowiec spółki Bloomberg LP (właściciela Bloomberg News) — został już dwukrotnie wybrany na urząd burmistrza z ramienia Partii Republikańskiej, w 2001 i 2005 roku. Obie kampanie wyborcze kosztowały go łącznie 158 milionów dolarów. Przed 2001 rokiem Bloomberg był członkiem Partii Demokratycznej.

__________

Bezwzględny dyktator tłamsi opozycję — Associated Press, dwa tygodnie temu:

Rząd Wenezueli poinformował w poniedziałek, że wiodący kanał telewizyjny, kojarzony z siłami opozycji, naraził się na utratę licencji na nadawanie po tym, jak wyemitował wiadomość SMS od widza, który wzywał do obalenia siłą lub zamordowania prezydenta Hugo Cháveza.

Odpowiedzialni za los kraju przywódcy bronią demokracji i praworządności — dzisiejszy Guardian:

Zeszłej nocy tymczasowy rząd Hondurasu zawiesił podstawowe swobody obywatelskie w tym kraju. Jest to reakcja na „wezwanie do rewolucji” wygłoszone przez usuniętego ze stanowiska prezydenta Manuela Zelayę. Nowe prawo pozwala policji i wojsku rozpędzać zgromadzenia publiczne odbywające się „bez upoważnienia” i dokonywać aresztowań bez nakazu, a także wprowadza ograniczenia wolności mediów.

__________

Spisek agresorów — Fox News, grudzień 2007:

Rosja zamierza sprzedać Iranowi nowoczesny, zaawansowany system obrony przeciwlotniczej, który zdaniem ekspertów jest w stanie zadać poważny cios ewentualnym napastnikom.

Umowa w sprawie systemu obrony powietrznej S-300 świadczy o wzmożonej współpracy wojskowej między Moskwą a Teheranem.

Naród miłujący pokój — New York Times, 9 września 2009:

Pomimo recesji gospodarczej, która spowodowała obniżenie obrotów światowego handlu bronią, Stany Zjednoczone umocniły się w ubiegłym roku na pozycji największego na świecie dostawcy uzbrojenia. (…) W 2008 roku łączna kwota kontraktów na dostawę broni podpisanych przez USA wyniosła 37,8 miliarda dolarów, co stanowi 68,4% ogólnoświatowego obrotu bronią. Jest to także znaczny wzrost w porównaniu z rokiem poprzednim, który dla Stanów Zjednoczonych zamknął się kwotą 25,4 miliarda dolarów.

Na odległym drugim miejscu uplasowały się Włochy (sprzedaż broni na łączną kwotę 3,7 miliarda dolarów w 2008 roku), a na trzecim Rosja (3,5 miliarda dolarów w zeszłym roku). (…) Stany Zjednoczone są liderem nie tylko w łącznej sprzedaży broni na świecie, ale także pod względem sprzedaży uzbrojenia do krajów rozwijających się. Umowy z tymi krajami opiewały na 29,6 miliarda dolarów, co stanowi 70,1% wszystkich takich transakcji.

__________

Państwa sponsorujące terroryzm — BBC, listopad 2006:

Wysoki rangą oficer Hezbollahu oznajmił w wypowiedzi dla BBC, że prowadzone przez jego organizację prace rekonstrukcyjne w Libanie są finansowane przez Iran.(…)

Minister finansów Libanu, Jihad Azour, także przyznał, że środki pieniężne z Iranu są przekazywane bezpośrednio Hezbollahowi.

Oni tylko pragną pokoju — Times, 23 lutego 2009:

Jak wynika z ujawnionej szczegółowej dokumentacji, podczas ofensywy w Gazie w zeszłym miesiącu Izrael wykorzystywał na szeroką skalę broń wyprodukowaną w Stanach Zjednoczonych, w tym pociski artyleryjskie zawierające biały fosfor, bomby o wadze 230 kilogramów i pociski Hellfire.

New York Times, lipiec 2006:

Przedstawiciele Białego Domu poinformowali w piątek, że administracja prezydenta Busha odpowiedziała przychylnie na zeszłotygodniową prośbę Izraela o przyspieszenie dostawy naprowadzanych laserowo bomb. Izrael rozpoczął kampanię nalotów na obiekty Hezbollahu w Libanie.

Decyzja o przyspieszeniu dostawy broni do Izraela została podjęta bez większych oporów w obrębie administracji Busha. Jej ujawnienie może jednak zantagonizować rządy krajów arabskich i innych państw, ponieważ sugeruje, że Stany Zjednoczone aktywnie wspierają bombardowania prowadzone przez Izrael, co można by przyrównać do pomocy wojskowej i zaopatrzenia, jakie Iran dostarcza Hezbollahowi.

BBC, 21 marca 2003:

Od dawna oczekiwany krok nastąpił trzeciej nocy tej wojny, gdy amerykańskie pociski typu cruise i precyzyjne bomby naprowadzane z lotniskowców runęły na Bagdad i inne ważne ośrodki miejskie Iraku. (…) Doktryna „shock and awe” — szoku i przerażenia — jest oparta na książce wojskowego stratega Harlana Ullmana, któremu hołduje zarówno sekretarz obrony Donald Rumsfeld, jak i sekretarz stanu Colin Powell.

Pan Ullman pisze w swojej książce, że użycie sił powietrznych do wywołania „nieomal niepojętego stopnia totalnego zniszczenia” pozwoliłoby wywołać „przemożny szok i przerażenie, które rychło sparaliżowałoby wroga i odebrało mu wolę stawiania oporu”.

__________

Okrutni władcy gardzą własnym ludem — Washington Post, czerwiec 2009:

Dokumenty, które ujawnił w sobotę Mir Hossein Mousavi, główny kandydat opozycji w kontestowanych wyborach prezydenckich z zeszłego miesiąca, drobiazgowo opisują liczne oszustwa wyborcze, jakich mieli się dopuścić zwolennicy Mahmouda Ahmadinejada. Oszustwa te miały jakoby zapewnić zwycięstwo urzędującemu prezydentowi Iranu.

To idzie wolność — CNN, w zeszłym tygodniu:

Prezydent Afganistanu Hamid Karzai przestrzegł we wtorek zachodnich obserwatorów, aby nie „delegitymizowali” wyników wyborów prezydenckich w tym kraju, naznaczonych oskarżeniami o fałszerstwa.

Ogłoszone w środę wyniki dają Karzajowi 54% głosów w wyborach z 20 sierpnia, jednak oficjalny rezultat zostanie podany dopiero po rozpatrzeniu zarzutów przez odpowiednie władze. Dotychczas unieważniono ponad 200 000 z niemal 5,7 miliona oddanych głosów, w tym 29 000 kart wyborczych z regionu Afganistanu, w którym Hamid Karzai cieszy się dużym poparciem. Obserwatorzy z Unii Europejskiej poddają w wątpliwość dalsze półtora miliona głosów.

Kraj korzystający z wolności — Economist, wrzesień 2009:

Aparat bezpieczeństwa rozrasta się pod rządami Szyitów w Iraku. Coraz częściej odnotowywane są przypadki naruszania praw człowieka. W prywatnych rozmowach Irakijczycy, szczególnie ci lepiej wykształceni, wyrażają obawy, że w Iraku stopniowo powraca państwo policyjne.

Znów dają o sobie znać praktyki z czasów Saddama Husseina. W rządowych ośrodkach internowania tortury są na porządku dziennym. „Jest źle, a będzie coraz gorzej, nawet biorąc pod uwagę lokalne normy w tym zakresie” — twierdzi Samer Muscati z pozarządowej organizacji Human Rights Watch w Nowym Jorku.

Według raportu opracowanego przez zespół Muscatiego, odkąd ustał amerykański nadzór (a pamiętamy przecież, że i Amerykanie mają na sumieniu karygodne postępowanie w miejscach takich jak więzienie Abu Ghraib), iracka policja i siły bezpieczeństwa jak za dawnych lat posuwają się do bicia osadzonych i wyrywania paznokci — nawet tym, którzy przyznali się już do winy. Z trudem poruszający się więzień opowiada, jak po pięciu dniach tortur w budynku jednego z ministerstw zrozumiał, że mimo wszystko został potraktowany ze względną delikatnością . Jak twierdzi, po powrocie do celi zdał sobie sprawę, że wśród współwięźniów było wielu pozbawionych kończyn lub organów wewnętrznych.

__________

Kraj bandycki okazuje pogardę dla prawa międzynarodowego — National Public Radio w tym tygodniu:

W dramatycznie brzmiącym oświadczeniu prezydent Obama, brytyjski premier Gordon Brown i prezydent Francji Nicolas Sarkozy wspólnie stwierdzają, że istnienie tego ośrodka „pogłębia nasze obawy”, że ukrywanie badań nad energią atomową świadczy o niechęci Iranu do wywiązania się z międzynarodowych zobowiązań. Według Obamy Iran „łamie reguły, których przestrzeganie jest obowiązkiem wszystkich państw”.

Szacunek dla prawa międzynarodowego — David Cole, New York Review of Books w tym tygodniu:

Zgodnie z Konwencją w sprawie zakazu stosowania tortur (Convention Against Torture) Stany Zjednoczone mają w świetle prawa obowiązek przekazać każdy zarzut stosowania tortur, postawiony osobom podlegającym ich jurysdykcji, „właściwym organom w celu przeprowadzenia postępowania karnego”. Zarówno prezydent Obama, jak i prokurator generalny Holder uznają podtapianie (waterboarding) za formę tortur. Wynika z tego, że tego Stany Zjednoczone są prawnie zobligowane nie tylko do wszczęcia postępowania przeciwko oficerom CIA, którzy poddawali więźniów podtapianiu i bardziej dotkliwym metodom przesłuchań, ale także prawników i urzędników państwowych, którzy upoważnili ich do stosowania tortur. (…) Dopóki nie rozliczymy urzędników odpowiedzialnych za to, że tortury i inne okrutne, nieludzkie, upokarzające metody traktowania więźniów otrzymały oficjalną sankcję w polityce USA, zaangażowanie Ameryki w obronę praworządności na świecie pozostanie jedynie pustosłowiem — bo jest wprowadzane w czyn tylko wówczas, gdy nie koliduje z innymi interesami amerykańskich polityków.

Artykuł 2 Karty Narodów Zjednoczonych:

Wszyscy członkowie powstrzymają się w swych stosunkach międzynarodowych od groźby użycia siły lub użycia jej przeciwko integralności terytorialnej lub niezawisłości politycznej któregokolwiek państwa (…).

__________

Kiedy już usystematyzujemy te trudne pojęcia, wszystko staje się znacznie prostsze. Być może najtrudniej przyjdzie zrozumieć, jakim cudem tak zwaną „lewicę” odsądza się od czci i wiary za „relatywizm moralny”, kiedy wskazuje takie właśnie użycie owych pojęć — podczas gdy sednem relatywizmu moralnego jest osądzanie czynu nie na podstawie tego, co się wydarzyło, ale kto tego dokonał. Jak dziecinny trzeba mieć umysł i jaką miłość własną, by ten sam czyn uznać z definicji za chwalebny, kiedy dokonało się go samemu, a za naganny, gdy sprawcą jest ktoś inny.

Tekst oryginalny

Tłumaczenie Marek Jedliński. Odsyłacze w tekście pochodzą od autora.

, , , ,

Brak komentarzy

Noam Chomsky zakazany w Guantánamo

W więzieniu Guantánamo nie wolno czytać książek Chomsky’ego, nawet w arabskim tłumaczeniu.

No i nic dziwnego. Bo oto, co mogliby przeczytać:

Aby zwyciężyć w wojnie terroryzmem, Ameryka powinna przede wszystkim przestać wspierać terroryzm.

Nie ulega wątpliwości, że świat jest lepszy bez Saddama Husseina. Byłby także lepszy bez ludzi, którzy go popierali, kiedy dokonywał swoich najgorszych zbrodni, a teraz nam o tych jego zbrodniach opowiadają.

Żeby podbić obcy kraj i spacyfikować jego ludność, musisz mieć jakiś powód. Nie możesz powiedzieć: „Mam wredny charakter i zachciało mi się ich obrabować”. Musisz ich przekonać, że robisz to dla ich dobra, że sobie nagrabili, albo że tak będzie im lepiej. Że niesiesz im pomoc. Właściciele niewolników twierdzili to samo. Żaden z nich nie mówił: „No dobra, kupiłem sobie niewolników, bo czerpanie zysków z taniej siły roboczej to moja specjalność, tym się zajmuję”. Mówili, że wyświadczają im przysługę. Że niewolnicy tylko na tym zyskują.

Nikt nie wstanie i nie powie:„Słuchajcie, to coś od dzisiaj jest moje, bo ja tak chcę”. Każdy powie: „Zabieram to, bo zawsze należało do mnie, a poza tym tak będzie lepiej dla was, skorzystacie na tym”. W ten sposób dzieci biją się o zabawki. I w ten sam sposób rządy wypowiadają wojny. Nikt nigdy nie wszczyna wojny zaczepnej. Każda wojna jest wojną obronną — po obu stronach.

System polityczny w Stanach Zjednoczonych ma marginalne znaczenie. Istnieją dwie tak zwane partie, ale są to tylko dwa skrzydła tej samej partii — Partii Biznesu. Obie reprezentują pewien zakres interesów korporacji. Zdarza się, że zmieniają punkt widzenia o 180 stopni, ale nikt tego nie zauważa. Na przykład w kampanii wyborczej w 1984 roku wywiązał się faktyczny spór, a to już coś, bo zwykle nic takiego się nie zdarza. Spór zaistniał między polityką stymulowania rozwoju według Keynesa a fiskalnym konserwatyzmem. Republikanie słuchali Keynesa i chcieli stymulować rozwój: duże wydatki, deficyt budżetowy i tak dalej. Za to Demokraci byli partią konserwatywnej gospodarki: trzeba monitorować podaż pieniądza, nie wolno rozdmuchać deficytu, znacie to. Ani jeden komentator nie zwrócił uwagi, że od tamtej pory partie całkowicie zamieniły się rolami. Tradycyjnie to Demokraci stawiali na Keynesa i na rozwój, a Republikanie pilnowali budżetu. Czy to nie dziwne? Co spowodowało tę zmianę? Ale to można wyjaśnić. Nie istnieją dwie różne partie — jest tylko jedna. Wystarczy zaobserwować, jakie koalicje inwestorów zawiązują się i jak od czasu do czasu zmieniają taktykę. A kiedy to się dzieje, partie przesuwają się na przeciwległe bieguny, w obrębie bardzo wąskiego spektrum.

Cały sens publicznie głoszonych sloganów takich jak „Popieramy naszych żołnierzy” polega na tym, że one nic nie znaczą. (…) Tak działa skuteczna propaganda. Trzeba wymyślić slogan, przeciwko któremu nikt nie zaprotestuje, a wszyscy się zgodzą. Nikt nie wie, co ten slogan znaczy — bo on nie znaczy nic. Funkcją takiego sloganu jest odwrócenie uwagi od pytania, które jest dla odmiany sensowne: Czy popierasz politykę swojego rządu? Ale o tym się już nie rozmawia.

Ktoś płaci korporacjom za to, żeby najpierw zniszczyły Irak, a potem go odbudowały. W obu wypadkach płaci amerykański podatnik.

Jeśli nie uznajemy wolności słowa dla tych, których mamy w pogardzie, to nie uznajemy jej wcale.

Na razie Noama Chomsky’ego czyta się jeszcze na uniwersytetach. A w Guantánamo czytają Harry’ego Pottera.

Dopisek: Na wiadomość o tym, że Pentagon cenzuruje jego książki, Chomsky — najczęściej cytowany współczesny intelektualista w USA< a prawdopodobnie na świecie — zauważył: „Tak bywa w pod rządami totalitatnych reżimów”. Inny komentarz na ten sam temat: Chomsky otrzymał najwyższe odnaczenie od Pentagonu.

, ,

Brak komentarzy

Czy leci z nami inwestor?

Ukryta ręka rynku nic nie wskóra bez ukrytej pięści. McDonald’s nie mógłby prosperować, gdyby nie McDonnel Douglas, projektant myśliwca F-15. A ta ukryta pięść, dzięki której wynalazki z Doliny Krzemowej mogą podbijać świat, to armia, siły powietrzne, marynarka i piechota morska Stanów Zjednoczonych.

Thomas L. Friedman, A Manifesto for the Fast World
The New York Times
28 marca 1999

, , , ,

Brak komentarzy

John Pilger: Cztery wojny i Nobel

Moją pierwszą reakcją na wiadomość o pokojowej nagrodzie Nobla dla Baracka Obamy była myśl, że orwellowska fraza „War is peace” doczekała się oficjalnej sankcji. A skoro John Pilger, jeden z najważniejszych współczesnych reporterów i dokumentalistów, mówi to samo, nie mogłem się oprzeć. Zapraszam do lektury tłumaczenia (lub, jak kto woli, oryginału).

Wojna to pokój. Ignorancja to siła

John Pilger

15 października 2009

Barack Obama, tegoroczny laureat Pokojowej Nagrody Nobla, planuje dopisać nową wojnę do i tak już imponującego katalogu. W Afganistanie jego wysłannicy niemal codziennie masakrują gości weselnych, rolników i robotników budowlanych z broni takiej jak nowoczesne pociski Hellfire, wysysające powietrze z płuc. Według danych ONZ w Afganistanie każdego roku umiera 338 tysięcy noworodków, a wojskowy sojusz pod przywództwem Obamy dopuszcza przeznaczenie na opiekę medyczną zaledwie 29 dolarów na głowę.

Wojna w Pakistanie, rozpoczęta przez Obamę kilka tygodni po inauguracji, zmusiła już do opuszczenia domów ponad milion mieszkańców. Kierując groźby pod adresem Iranu — który jego sekretarz stanu, Hillary Clinton, jest gotowa „unicestwić” (obliterate) — Obama kłamał, twierdząc jakoby Irańczycy mieli ukrywać „tajny ośrodek badań nuklearnych”. Obama wie, że Iran już wcześnie zgłosił ten obiekt Międzynarodowej Agencji ds. Energii Atomowej. Działając w porozumieniu z jedynym na Bliskim Wschodzie państwem posiadającym broń atomową, Obama przekupił władze Autonomii Palestyńskiej, aby zgodziły się zamieść pod dywan raport ONZ, który stwierdza, że podczas ofensywy w strefie Gazy Izrael popełnił zbrodnie wojenne. Dodajmy, że zbrodnie te były możliwe dzięki dostawom amerykańskiej broni, zaaprobowanym przez Obamę jeszcze przed objęciem urzędu.

Obama zamierza nie tylko „uchylić” niepodległość i demokrację, jaką wywalczyły sobie narody Ameryki Łacińskiej, ale także nie dopuścić do współpracy regionalnej państw odrzucających amerykańsą „strefę wpływów”.

Na własnym podwórku ten pokojowo nastawiony prezydent zatwierdził najwyższy od zakończenia drugiej wojny światowej budżet wojskowy, a obywateli poddaje nieznanym dotąd formom represji. Podczas niedawnego szczytu grupy G20 w Pittsburgu, gdzie Obama pełnił honory gospodarza, zmilitaryzowane oddziały policji spacyfikowały pokojowych demonstrantów bronią o nazwie „urządzenie akustyczne dalekiego zasięgu” (Long-Range Acoustic Device), niewidywaną dotąd na ulicach amerykańskich miast. Urządzenie to, osadzone na wieżyczce mini-czołgu, emitowało ogłuszający dźwięk, podczas gdy mundurowi miotali gdzie popadło gaz łzawiący i pieprzowy. Ten wynalazek należy do nowego arsenału „środków kontroli tłumu”, dostarczanych na zamówienie wojska przez korporacje takie jak Raytheon. Podległy Obamie Pentagon realizuje „doktrynę bezpieczeństwa narodowego” (national security state), w ramach której obóz koncentracyjny w Guantánamo pozostaje otwarty — chociaż Obama obiecał go zamknąć — a porwania (rendition), tortury i zabójstwa na zlecenie służb specjalnych nie ustają.

Jednak najnowsza wojna laureata Pokojowej Nagrody Nobla jest w znacznej mierze tajna. 15 lipca Waszyngton sfinalizował umowę z rządem Kolumbii, która pozwoli Stanom Zjednoczonym założyć tam siedem olbrzymich baz wojskowych. „Chodzi o to” — donosi Associated Press — „aby uczynić Kolumbię regionalnym węzłem operacyjnym Pentagonu”. (…) [Samolot transportowy] C-17 może pokonać niemal pół kontynentu bez tankowania”, a to „pozwala wdrożyć strategię zaangażowania w regionie”.

Innymi słowy, Obama zamierza nie tylko „uchylić” niepodległość i demokrację, jaką narody Boliwii, Wenezueli, Ekwadoru i Paragwaju wywalczyły wbrew ogromnym przeciwnościom, ale także nie dopuścić do rozwinięcia się pierwszej w historii Ameryki Południowej współpracy regionalnej państw odrzucających przypisanie do amerykańskiej „strefy wpływów”. Kolumbijski reżim, który wspiera szwadrony śmierci i wśród krajów Ameryki Łacińskiej zajmuje niechlubne pierwsze miejsce pod względem liczby i wagi przypadków naruszania praw człowieka, otrzymuje od Stanów Zjednoczonych pomoc wojskową ustępującą tylko tej, jakiej Ameryka udziela Izraelowi. (Wielka Brytania tymczasem zapewnia szkolenia). Kolumbijskie bojówki, prowadzone przez amerykańskie satelity wojskowe, przedostały się już do Wenezueli z zamiarem obalenia demokratycznie wybranego rządu Hugo Cháveza. Usiłują dokończyć dzieło, któremu w 2002 nie podołał George W Bush.

Obamy wojna z pokojem i demokracją w Ameryce Łacińskiej wpisuje się w ciąg jego poczynań od czasu puczu, który w czerwcu obalił prezydenta Hondurasu, Manuela Zelayę, także rządzącego z woli narodu. Zelaya podniósł płacę minimalną, udzielał subwencji drobnym farmerom, obniżył stopy procentowe i zmniejszył poziom nędzy w kraju. Jego następnym krokiem miało być przełamanie monopolu amerykańskich producentów leków: zamierzał produkować tanie generyki we własnym kraju. Obama co prawda wezwał do przywrócenia Zelayi na stanowisko, ale nie potępił puczystów, nie odwołał ambasadora z Tegucigalpy ani nie nakazał powrotu do kraju amerykańskim oddziałom, które szkolą siły Hondurasu w tłumieniu ruchu oporu. Zelaya już kilkakrotnie odmawiał spotkania z Obamą. Tymczasem Obama autoryzował pożyczkę dla samozwańczych władz Hondurasu w wysokości 164 milionów dolarów, udzieloną przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Wniosek jest jasny i niestety znajomy: Ameryka nie tknie palcem bandytów, dopóki działają w jej interesie.

Obama, chicagowski magik z dyplomem Harvardu, otrzymał (jak sam twierdzi) zadanie przywrócenia „wiodącej roli” Ameryki w świecie.

Decyzja Komitetu Noblowskiego to czyste umizgi, rasizm à rebours. Stawia Obamę na cokole tylko dlatego, że jest przedstawicielem mniejszości — popularnym wśród demokratycznie nastawionych mas, choć niekoniecznie wśród martwych afgańskich dzieci. Na tym polega powołanie Obamy. Niczym psi gwizdek: dla większości ludzi niesłyszalne, a jednak nieodparte dla nierozgarniętych i ignorantów. „Kiedy Obama wchodzi do salonu” — rozpływał się George Clooney — „aż się chce za nim pójść, wszystko jedno dokąd”.

Rozumiał to Frantz Fanon, wielki orędownik wyzwolenia Murzynów. W książce „The Wretched of the Earth” opisuje „pośrednika, którego misja nie ma nic wspólnego z transformacją narodu. Jest bowiem znacznie bardziej prozaiczna: stanowi on jedynie pomost między ludem a kapitalizmem, wszechobecnym choć zamaskowanym”. Monokultura środków przekazu sprowadziła debatę polityczną do poziomu takiego ubóstwa — Blair czy Brown? Brown czy Cameron? — że rasa, płeć i klasa społeczna stają się atrakcyjnym tematem zastępczym i narzędziem propagandy. W przypadku Obamy liczy się — jak w połowie XX wieku pisał Fanon — nie tyle „historycznie doniosły” awans społeczny pośrednika, co klasa, której ów pośrednik służy. W końcu żaden prezydent nie zaprosił do grona najbliższych współpracowników tylu przedstawicieli różnych ras co George W. Bush. Condoleezza Rice, Colin Powell, Clarence Thomas — wszyscy z jednakowym oddaniem służyli równie potężnemu co nieobliczalnemu mocarstwu.

Wielka Brytania przeżyła już raz zauroczenie podobne do dzisiejszego zachwytu Obamą. Nazajutrz po zwycięstwie Tony’ego Blaira w wyborach 1997 roku brytyjski Observer przewidywał, że premier „narzuci całemu światu nowe reguły przestrzegania praw człowieka”, a rozanielony Guardian pisał: „tama pękła pod naporem, a rzeka zmian wylewa się w szalonym pędzie”. Kiedy w listopadzie zeszłego roku Amerykanie wybrali Obamę, brytyjski deputowany Denis MacShane, wielki entuzjasta krwawych jatek Blaira, wypowiedział mimowolne ostrzeżenie: „Kiedy go słucham z zamkniętymi oczyma, mam wrażenie, że to przemawia Tony. Obama idzie naszą drogą z dziewięćdziesiątego siódmego”.

Tekst oryginalny

Tłumaczenie Marek Jedliński i Anna Duniewicz. Odsyłacze w tekście pochodzą od tłumaczy.

(Dopisek: Tutaj nieco dłuższy artykuł Noama Chomsky’ego z sierpnia 2009 o amerykańskiej polityce interwencji w Ameryce Południowej: Militarizing Latin America)

, , , ,

Brak komentarzy

Sprawcy rzeczywistości

Pigułka

[Od bliskiego współpracownika prezydenta Busha usłyszałem], że tacy jak ja należą do „grona ludzi zakorzenionych w rzeczywistości” (reality-based community) — czyli jego zdaniem tych, którzy „hołdują przekonaniu, że problemy rozwiązuje się przez racjonalną analizę widzialnego świata”. Przytaknąłem i wyjąkałem coś o zasadach oświeceniowych i poznaniu empirycznym, ale przerwał mi w pół zdania. „Świat już nie działa w ten sposób. Stanowimy teraz imperium, a kiedy działamy, kreujemy własną rzeczywistość. I podczas gdy wy będziecie ją racjonalnie badać, jak to macie w zwyczaju, my nadal będziemy działać i tworzyć nowe rzeczywistości, które też możecie sobie analizować — i tak to będzie szło. My jesteśmy sprawcami historii, a wam… wam wszystkim pozostanie tylko przyglądać się temu, co robimy.”

Ron Suskind, Without a Doubt
The New York Times
17 października 2004

, ,

Brak komentarzy