Króciusieńka, a miarodajna. W odpowiedzi na 10 prostych pytań dostajemy śliczny i wiele mówiący obrazek, w sam raz na avatar:
Na każde pytanie trzeba wybrać odpowiedź „A” (agree — zgadzam się), „M” (maybe — może, nie wiem, nie mam zdania) lub „D” (disagree — nie zgadzam się). Pytania są po angielsku, a brzmią tak:
Światopogląd
- Państwo nie powinno cenzurować wypowiedzi, prasy, mediów ani Internetu.
- Służba wojskowa powinna być ochotnicza. Skończyć z poborem.
- Nie powinny istnieć żadne prawa regulujące seks między świadomymi swoich czynów dorosłymi ludźmi.
- Należy znieść wszelkie prawa ograniczające posiadanie i używanie narkotyków.
- Nic takiego jak państwowe identyfikatory (dowody osobiste) nie powinno istnieć.
Ekonomia
- Państwo nie powinno udzielać pomocy finansowej korporacjom. Koniec z rządowymi subsydiami dla biznesu.
- Należy znieść wszelkie rządowe bariery dla wolnego handlu między krajami.
- Każdy powinien odpowiadać za swoją emeryturę. Sprywatyzować ubezpieczenia społeczne.
- Prywatne organizacje charytatywne powinny zastąpić państwową opiekę społeczną.
- Należy obciąć podatki i wydatki z budżetu państwa o co najmniej 50%.
Sprawdź, gdzie leży Twoja kropka!
Dlaczego tak podoba mi się ankieta amerykańskich libertarian? Bo jest uczciwa i rzetelna, a na stronie z pytaniami nie ma wolnorynkowej propagandy — ale nie to jest najważniejsze. Najważniejsze, to że taka prosta ankieta z Hameryki przerasta intelektualnie polską debatę polityczną o cztery głowy i 50 lat. Polska praktyka parlamentarno-medialna wygląda mniej-więcej tak:
komuchy <--------------------|---------------PO----->IV RP
Czyli mniej-więcej od lewej do prawej, z tym że strona lewa jest „historycznie naznaczona” i w swojej demokratycznie wyłonionej reprezentacji lewicowa najczęściej tylko z nazwy , a po stronie prawej jest tylko jeden ciasny punkt, w którym muszą się zmieścić wszyscy co do jednego genetyczni patrioci z akowsko-katolickim rodowodem, których rodzice nigdy nie uprawiali seksu, czyli tzw. Polacy. Na lewo od tego punktu są tylko aferały, ubecy, wściekłe feministki i polskojęzyczna prasa.
Ale to jednowymiarowe kontinuum, nawet gdyby funkcjonowało w Polsce bardziej racjonalnie i rzeczowo, jest tragicznie nieadekwatne jako wyraz politycznej samodefinicji. Umiejscowienie się na spektrum lewo-prawo mówi nam, która jest godzina, ale nie informuje, czy w dzień, czy w nocy. Równie ważna jest oś pionowa — od postaw autorytarnych do wolnościowych. Jaka jest rola państwa w życiu obywateli? Jak daleko może ingerować prawo w intymne, osobiste decyzje? Bo okazuje się, że jest możliwa zarówno „wolnościowa” prawica (amerykańscy libertarianie) — jak i autorytarna lewica (ponownie odsyłam do szokujących wyników badań światopoglądu śląskich działaczy SLD).
Odnoszę wrażenie, że ta pionowa oś — a raczej jej nieobecność w polskiej debacie politycznej — jest jakąś miarą powszechnego polskiego tabu (żeby nie powiedzieć zakłamania). O postawach wolnościowych właściwie się nie mówi; nowe ustawy i projekty ustaw konsekwentnie zmierzają ku państwu coraz bardziej autorytarnemu, a tymczasem każdy żyje po swojemu, prawda? (Do czasu.) Cakiem jak za komuny: co innego robisz w domu, a co innego mówisz publicznie — a najlepiej nie mówisz nic.
Kiedy obserwujemy jedną z najniższych w Europie frekwencji wyborczych i jeśli w sondażach coraz częściej słyszymy odpowiedź „żadna parta z powyższych”, to być może wyjaśnienie kryje się właśnie tu. Strefa „na górze po lewej stronie” wykresu nie ma i przez ostatnich 20 lat praktycznie nie miała żadnej reprezentacji w parlamencie. I nie będzie jej mieć, dopóki nie zaczniemy o tym głośno mówić. I dopóki nie zaczniemy domagać się bezkompromisowej wolności osobistych wyborów. Nikt jej nam nie da w prezencie.


