Najkrótsza ankieta polityczna na świecie


Króciusieńka, a miarodajna. W odpowiedzi na 10 prostych pytań dostajemy śliczny i wiele mówiący obrazek, w sam raz na avatar:

ankieta

Na każde pytanie trzeba wybrać odpowiedź „A” (agree — zgadzam się), „M” (maybe — może, nie wiem, nie mam zdania) lub „D” (disagree — nie zgadzam się). Pytania są po angielsku, a brzmią tak:

Światopogląd

  1. Państwo nie powinno cenzurować wypowiedzi, prasy, mediów ani Internetu.
  2. Służba wojskowa powinna być ochotnicza. Skończyć z poborem.
  3. Nie powinny istnieć żadne prawa regulujące seks między świadomymi swoich czynów dorosłymi ludźmi.
  4. Należy znieść wszelkie prawa ograniczające posiadanie i używanie narkotyków.
  5. Nic takiego jak państwowe identyfikatory (dowody osobiste) nie powinno istnieć.

Ekonomia

  1. Państwo nie powinno udzielać pomocy finansowej korporacjom. Koniec z rządowymi subsydiami dla biznesu.
  2. Należy znieść wszelkie rządowe bariery dla wolnego handlu między krajami.
  3. Każdy powinien odpowiadać za swoją emeryturę. Sprywatyzować ubezpieczenia społeczne.
  4. Prywatne organizacje charytatywne powinny zastąpić państwową opiekę społeczną.
  5. Należy obciąć podatki i wydatki z budżetu państwa o co najmniej 50%.

Sprawdź, gdzie leży Twoja kropka!

Dlaczego tak podoba mi się ankieta amerykańskich libertarian? Bo jest uczciwa i rzetelna, a na stronie z pytaniami nie ma wolnorynkowej propagandy — ale nie to jest najważniejsze. Najważniejsze, to że taka prosta ankieta z Hameryki przerasta intelektualnie polską debatę polityczną o cztery głowy i 50 lat. Polska praktyka parlamentarno-medialna wygląda mniej-więcej tak:

     komuchy <--------------------|---------------PO----->IV RP

Czyli mniej-więcej od lewej do prawej, z tym że strona lewa jest „historycznie naznaczona” i w swojej demokratycznie wyłonionej reprezentacji lewicowa najczęściej tylko z nazwy , a po stronie prawej jest tylko jeden ciasny punkt, w którym muszą się zmieścić wszyscy co do jednego genetyczni patrioci z akowsko-katolickim rodowodem, których rodzice nigdy nie uprawiali seksu, czyli tzw. Polacy. Na lewo od tego punktu są tylko aferały, ubecy, wściekłe feministki i polskojęzyczna prasa.

Ale to jednowymiarowe kontinuum, nawet gdyby funkcjonowało w Polsce bardziej racjonalnie i rzeczowo, jest tragicznie nieadekwatne jako wyraz politycznej samodefinicji. Umiejscowienie się na spektrum lewo-prawo mówi nam, która jest godzina, ale nie informuje, czy w dzień, czy w nocy. Równie ważna jest oś pionowa — od postaw autorytarnych do wolnościowych. Jaka jest rola państwa w życiu obywateli? Jak daleko może ingerować prawo w intymne, osobiste decyzje? Bo okazuje się, że jest możliwa zarówno „wolnościowa” prawica (amerykańscy libertarianie) — jak i autorytarna lewica (ponownie odsyłam do szokujących wyników badań światopoglądu śląskich działaczy SLD).

Odnoszę wrażenie, że ta pionowa oś — a raczej jej nieobecność w polskiej debacie politycznej — jest jakąś miarą powszechnego polskiego tabu (żeby nie powiedzieć zakłamania). O postawach wolnościowych właściwie się nie mówi; nowe ustawy i projekty ustaw konsekwentnie zmierzają ku państwu coraz bardziej autorytarnemu, a tymczasem każdy żyje po swojemu, prawda? (Do czasu.) Cakiem jak za komuny: co innego robisz w domu, a co innego mówisz publicznie — a najlepiej nie mówisz nic.

Kiedy obserwujemy jedną z najniższych w Europie frekwencji wyborczych i jeśli w sondażach coraz częściej słyszymy odpowiedź „żadna parta z powyższych”, to być może wyjaśnienie kryje się właśnie tu. Strefa „na górze po lewej stronie” wykresu nie ma i przez ostatnich 20 lat praktycznie nie miała żadnej reprezentacji w parlamencie. I nie będzie jej mieć, dopóki nie zaczniemy o tym głośno mówić. I dopóki nie zaczniemy domagać się bezkompromisowej wolności osobistych wyborów. Nikt jej nam nie da w prezencie.

, ,

Komentarze nie są dozwolone.