Parytety — spotkania w Łodzi

Kongres Kobiet

Przyjaciółki i Przyjaciele
grupy Łódź Gender, Krytyki Politycznej, Wolnych Wyrazów oraz Kongresu Kobiet

mają zaszczyt zaprosić wszystkie Łodzianki i wszystkich Łodzian
na dwa spotkania poświęcone parytetom na listach wyborczych
z udziałem profesor Magdaleny Środy i redaktora Romana Kurkiewicza
(Radio TokFM, Przekrój).

Dyskusja o parytetach w demokracji
odbędzie się 20 XI (piątek) o godz. 11.00
na Wydziale Socjologiczno-Ekonomicznym UŁ (sala T-401),
ul. Rewolucji 41/43.

Zapraszamy również na wieczorne spotkanie z profesor Środą i redaktorem Kurkiewiczem
o parytetach i o książkach,
które odbędzie się 20 XI (piątek) o godz. 18.00
w inspirującej księgarni Mała litera, ul. Nawrot 7.

Serdecznie zapraszamy. Odpowiemy na wszystkie pytania!

Brak komentarzy

Dan Ellsberg: od Wietnamu po Afganistan, część 2

Druga część rozmowy z Danem Ellsbergiem. (Część pierwsza tutaj)

YouTube Preview Image

, , ,

Brak komentarzy

Allen Ginsberg śpiewa „Do the Meditation Rock”

Poezja. (Dosłownie i w przenośni). Odlot. Jeszcze większym odlotem widzieć to na żywo w Łodzi… Stare dzieje.

If you see Apocalypse in a long red car
or a flying saucer sit where you are
If you feel a little bliss don’t worry about that
give your wife a kiss when your tire goes flat
when your tire goes flat
when your tire goes flat
keep your hard on under your hat
If you can’t think straight & you don’t know who to call
it’s never too late to do nothing at all…

YouTube Preview Image

Brak komentarzy

Jak Korpożwirek i Euromorek prawo stanowili. Polemika z Robertem Gwiazdowskim

(Rzecz dotyczy tzw. „pakietu telekomunikacyjnego”, miłościwie uchwalonego 24 października przez Parlament Europejski, a w szczególności usunięcia w ostatniej chwili poprawki nr 138. Przyjęte zapisy pozwalają pozbawiać obywateli UE dostępu do Internetu bez wyroku sądu, na wniosek korporacji, właścicieli praw autorskich. Problem jest poważny. Po pierwsze dlatego, że pod naciskiem lobbystów parlament uchwalił prawo, którego będzie można bez trudu używać do cenzurowania wypowiedzi w Internecie, bo cóż łatwiejszego niż oskarżyć kogoś o naruszenie „własności intelektualnej”, szczególnie jeśli zarzutu nie trzeba dowodzić przed sądem. Po drugie dlatego, że przypadek ilustruje sposób stanowienia prawa w Unii Europejskiej i we wszystkich tzw. „demokratycznych” krajach, gdzie wybierani przez społeczeństwo posłowie, teoretycznie zobowiązani reprezentować interesy obywateli, w praktyce pieczętują żądania właścicieli prywatnych odrzutowców.

Panu Robertowi Gwiazdowskiemu udało się zganić nowe prawo telekomunikacyjne bez wzmianki o tym, jak powstało ani czyim interesom jest podporządkowane. Taka nabyta, intelektualna ślepa plamka.)

Powiadają, że największy ślepiec to ten, kto nie chce widzieć. Dzisiejszy wpis na blogu Roberta Gwiazdowskiego jest tego dobitnym przykładem.

Jest tu mowa o niemądrych parlamentarzystach z Brukseli (słusznie), nierozgarniętych dziennikarzach (ditto) i bezwolnych wyborcach, którzy są sami sobie winni, bo zagłosowali w eurowyborach. (Pan Gwiazdowski nie pierwszy raz przedkłada wyborczy defetyzm nad zorganizowaną akcję obywateli; jeszcze przed wiosennymi wyborami raczył odwodzić swoich czytelników od głosowania).

A czego nie ma? Nie ma tego, czego pan Gwiazdowski nie chce widzieć, a o czym jego wierni czytelnicy wolą nie wiedzieć. Po pierwsze tego, że „dyrektywa telekomunikacyjna” nie powstała w europarlamencie, bo ten nie ma inicjatywy ustawodawczej (i to dopiero jest ustrojowa granda, wołająca o pomstę do nieba). Dyrektywa jest tworem Komisji Europejskiej, której eszelony nie pochodzą z wyboru, a z niejasnych nominacji, osobistych układów i rozmaitych politycznych huśtawek, karuzel, gier i zabaw.

Według szacunków (bo w Brukseli, jak w Polsce, rejestrują się jako lobbyści tylko żółtodzioby i frajerzy), po siedzibie Komisji Europejskiej pałęta się ok. 15 000 lobbystów. W czyim interesie działają lobbyści, kto ich opłaca? Internauci? A może lewacy?

Panie Robercie, dla kogo pracują lobbyści, którzy w praktyce napisali nam prawo telekomunikacyjne?

Oto po raz kolejny zadziałała „niewidzialna ręka rynku” w sposób najbardziej dla siebie charakterystyczny, czyli pod stołem.

Czy właściciele Disneya to lewacy? Vivendi, Sony, Viacom — socjaliści? Rupert Murdoch jest pewnie komuchem? AOL/Time Warner, General Electric — eurokołchoz? A mnie się zdawało, że to są bohaterowie Pańskiej bajki, Panie Robercie.

Dlaczego nie napisze Pan po prostu i zgodnie z prawdą, że oto po raz kolejny zadziałała „niewidzialna ręka rynku” w sposób najbardziej dla siebie charakterystyczny, czyli pod stołem?

Z jednej strony nieograniczone pieniądze korporacji, uporczywy lobbing i nieprzeniknione negocjacje wewnątrz czarnej skrzynki, jaką jest Komisja Europejska — a z drugiej strony obywatele uzbrojeni… w co właściwie, w Magna Cartę? Pakiet telekomunikacyjny od początku do końca był tworzony przez korporacje i dla korporacji, a parlament przegłosował, co miał przegłosować.

Z czego pan Gwiazdowski wnioskuje, że najlepiej nie chodzić na wybory, a wszystkiemu są znów winni — a jakże — lewacy.

(O pakiecie telekomunikacyjnym można poczytać w serwisie Vagla.pl)

, , ,

Brak komentarzy

Wyciąg 4: wieczorna dawka adrenaliny

, ,

Brak komentarzy

Wyciąg 3: o jedno przegięcie za daleko

Lekarka z Teksasu nie przepisze środków antykoncepcyjnych, bo:

„Nie przepisuję leków, które uważam za szkodliwe” — mówi dr Michele Phillips z San Antonio w Teksasie. Środki antykoncepcyjne [o które prosiła młoda pacjentka] „nie uchronią jej przed urazami psychicznymi, do jakich prowadzą kontakty z wieloma partnerami”, ani przed chorobami wenerycznymi. Etyka zakazuje mi przepisywać tego rodzaju preparaty samotnej kobiecie”.

Premier Izraela się „przerzucił”, jak mawiają brydżyści (z blogu Glena Greenwalda). Odpowiadając na zarzuty ONZ dotyczące zbrodni wojennych, jakich wojsko Izraela miało się dopuścić w Gazie, Benjamin Netanjahu stwierdził, że Hamas też popełniał zbrodnie wojenne (to prawda). Wyliczył cztery rodzaje, a wśród nich: „Pojmali naszego żołnierza, Gilada Shalita, i przetrzymywali przez trzy lata bez umożliwienia mu kontaktu z Międzynarodowym Czerwonym Krzyżem”. To też prawda. Ale prezydent Obama nie będzie szczęśliwy, kiedy przeczyta tę wypowiedź, bo Czerwony Krzyż nie miał także dostępu do więźniów przetrzymywanych w tajnych ośrodkach CIA.

New York Times z zadowoleniem konstatuje, że kościół katolicki zmierza do konfrontacji z Islamem (z tegoż blogu). I że anglikanie mogą zwrócić się ku Benedyktowi XVI, któremu ekumenizm nie w smak. Bo wojny na tle religijnym to coś, czego nam od dawna brakowało.

I na koniec…

Program polityczny teksańskiej Partii Republikańskiej (Glen Greenwald numer trzy, nieco starszy wpis). PDF zniknął z republikańskiej witryny (teraz program partii jest pewnie tajny?), ale oto co zawierał w 2008 roku:

  • Seks między osobami tej samej płci powinien zostać zdelegalizowany.
  • Homoseksualiści nie powinni mieć prawa do wychowywania dzieci — nawet własnych — ani prawa do odwiedzania swoich nieletnich dzieci.
  • Kreacjonizm powinien być nauczany w szkołach.
  • Interwencja zbrojna w Iraku ma być kontynuowana bez planów wyprowadzenia wojsk z tego kraju.
  • Więźniowie powinni mieć prawo do korzystania z opieki medycznej tylko pod warunkiem, że stać ich na jej opłacenie.

Oczywiście gdyby te same postulaty poddać pod głosowanie w Polsce, większość przeszłaby głosami PO, PiS, PSL i SLD do spółki. Punkt nr 2 jest realizowany już dziś.

Brak komentarzy

Wyciąg 2: permanentna inwigilacja

Nowiutki Guardian: Według brytyjskiej policji pokojowi, przestrzegajacy prawa demonstranci to teraz „wewnętrzni ekstremiści”.

Wysocy rangą oficerowie policji definiują wewnętrznych ekstremistów jako osoby lub grupy, które „dokonują czynów przestępczych lub biorą udział w akcjach bezpośrednich wspierających pewne kampanie. Ci ludzie i ich działania mają na celu niedopuszczenie do pewnych zdarzeń albo doprowadzenie do zmiany prawa lub polityki wewnętrznej, ale usiłują tego dokonać poza normalnymi procedurami demokratycznymi”.

Jeszcze raz Guardian: 9 milionów funtów na monitorowanie wewnętrznych ekstremistów. Policja gromadzi dane osobowe, zdjęcia i nagrania wideo tysięcy demonstrantów biorących udział w legalnych protestach:

Główna jednostka, „Wydział wywiadu ds. porządku publicznego” (National Public Order Intelligence Unit), prowadzi bazę danych zawierającą dane osobowe tysięcy tak zwanych wewnętrznych ekstremistów. Do bazy spływają dane wywiadowcze z jednostek policji w całej Anglii i Walii, rutynowo pozyskiwane przez inwigilację uczestników demonstracji, wieców i zgromadzeń publicznych. W bazie danych NPOIU można przeszukiwać szczegółowe kartoteki demonstrantów według nazwisk.

Pojazdy powiązane z demonstrantami są śledzone na terenie całego kraju przez zautomatyzowany system kamer odczytujących tablice rejestracyjne (ANPR). Pewnego mężczyznę, nienotowanego przez policję, zatrzymywano aż 25 razy w ciągu niecałych trzech lat, ponieważ jego samochód został oznaczony jako „należący do demonstranta”, od kiedy wziął udział w niewielkiej manifestacji przeciwko polowaniom na kaczki i bażanty. Na ulicach miast „oddziały przechwytujące” ANPR monitorują osoby zmierzające na demonstracje.

Policyjne oddziały monitorujące, określane mianem Frontowych jednostek wywiadu (Forward Intelligence Team) i Jednostek gromadzenia dowodów (Evidence Gatherers), rejestrują kamerami wideo i aparatami fotograficznymi osoby przyłączające się do otwarcie ogłaszanych zgromadzeń publicznych i te, które je opuszczają. Nagrania są następnie wprowadzane do policyjnych baz danych, co umożliwia śledzenie działalności politycznej aktywistów. Informacje te są następnie przesyłane do centralnej bazy danych NPOIU.

Oficerowie wywiadu otrzymują tak zwane „karty obserwatorów”, na podstawie których są w stanie rozpoznać twarze namierzanych obywateli, których policja uważa za potencjalnych wewnętrznych ekstremistów. Obserwacji podlegają szczególnie najaktywniejsi demonstracji, często biorący udział w protestach.

Nie prościej byłoby po prostu zakazać antywojennych i antyrządkowych demonstracji, żeby wszystko było jasne? A jednak może nie — bo kiedy nikt nie protestuje, państwo nie ma jak rozpoznać najbardziej niebezpiecznych wrogów systemu. Na przykład pacyfistów.

(Oczywiście w Londynie demonstracje w promieniu 1 mili od budynków Parlamentu zostały zakazane już w 2006 roku, a od tego roku nie wolno fotografować brytyjskiej policji — nawet Austriakom).

Daily Mail: Wielka Brytania przeprowadzi spis ludności w 2011 roku. Ankieta obejmuje arcyciekawe pytania, takie jak ile w domu jest sypialni, kto i jak często zostaje na noc, czy domownicy tej samej płci pozostają w związku partnerskim oraz jak dobrze porozumiewają się po angielsku. Jest to rzecz jasna pomysł tzw. „lewicowego” rządu — dlatego właśnie tak ważna jest pionowa oś zapatrywań światopoglądowych.

No i jeszcze to Rękoma i mózgami między innymi polskich naukowców, bo czego się nie robi dla kasy. Ale o tym innym razem.

, , ,

Brak komentarzy

Terroryści atakują — kobiety do domu!

Wysyłanie kobiet do domu, gdzie ich miejsce, nie jest wyłącznie polską specjalnością. Susan Faludi opowiada, jak po 11 września 2001 nawet w „centrowej” prasie wypłynęły fundamentalistyczne prawicowe resentymenty: teraz my faceci będziemy was bronić przed terrorystami, w wy kobiety wracajcie do domów rodzić nam dzieci. Dzieci potrzebne na wojnę, rzecz jasna.

(Nagranie z 11 września 2008. Wideo z cyklu „authors@google” – czasem bogate korporacje na coś się przydają. Czasem.)

YouTube Preview Image

, , , ,

Brak komentarzy

Avi Lewis z Hondurasu: 100 dni oporu

Avi Lewis, reporter telewizji Al Jazeera (i mąż Naomi Klein – wyobraźcie sobie rozmowy przy śniadaniu) relacjonuje wydarzenia po zamachu stanu w Hondurasie i powstający ruch oporu. Część pierwsza:

YouTube Preview Image

…i część druga:

YouTube Preview Image

A tu Avi Lewis w programie Democracy Now na ten sam temat.

,

Brak komentarzy

Dan Ellsberg: od Wietnamu po Afganistan

Daniel Ellsberg — najsłynniejszy „whistleblower” w historii Stanów. Człowiek, który najpierw zobaczył wojnę w Wietnamie na własne oczy, a potem jako pracownik Departamentu Stanu czytał tajne raporty Pentagonu na temat postępu wojny, które nie miały nic wspólnego z oficjalną propagandą rządu Nixona. W 1969 roku Ellsberg, coraz bardziej przeciwny kontynuowaniu wojny, nie mogąc zainteresować ukrytym w tajnych dokumentach skandalem nikogo w Kongresie, przekazał skopiowane materiały redakcji New York Timesa, choć groziło mu to wieloletnim więzieniem. Publikacja dokumentów znanych od tej pory jako „Pentagon Papers” ujawniła skalę fałszowania rzeczywistości przez administrację Johnsona i przyczyniła się w jakiejś mierze do przyspieszenia końca wojny w Wietnamie.

Zbrodniarz wojenny Henry Kissinger nazwał wtedy Ellsberga „najbardziej niebezpiecznym człowiekiem w Ameryce”. Ten sam Kissinger, który do dziś uważany jest w Polsce na rozsądnego zwolennika „realpolitik”. Ten sam, który w 1968 roku zasabotował negocjacje pokojowe, aby przeciągnąć wojnę w Wietnamie o 5 lat, który osobiście odpowiada za (podówczas tajną) kampanię bombardowania Kambodży (600 tysięcy ofiar) i który, a jakże, był wiernym przyjacielem geberała Pinocheta.

Dziś Ellsberg żałuje tylko tego, że tak długo zwlekał z upublicznieniem prawdy o wojnie w Wietnamie, i współpracuje z innymi whistleblowers, m.in. Sibel Edmonds.

YouTube Preview Image

, , , , ,

Brak komentarzy